en | pl
O MUZEUM WYSTAWY WYDARZENIA BADANIA/PROJEKTY EDUKACJA WYDAWNICTWA PRASA ZBIORY ONLINE

MUZEUM HISTORII FOTOGRAFII
X
X


EDUKACJA / teksty
Srebro cenniejsze niż złoto
Zbigniew Chadaj

Mechaniczne metody kopiowania przeszły długą drogę rozwoju, począwszy od używanych w przeszłości technik rytowniczych i trawionych.

1/2


Nawet camera obscura używana przez artystów do szkicowania tematów nie uwolniła ich od ręcznej pracy nad dziełem. Dopiero dziewiętnasty wiek przyniósł rozwój technik fotograficznych, w których światło słoneczne stało się bezpośrednim czynnikiem tworzącym obraz. Wprowadzenie fotografii pozwoliło nie tylko na bezpośrednią rejestrację obrazu z natury, ale umożliwiło sporządzanie dowolnej ilości kopii tego samego ujęcia.


W dzisiejszych czasach wykonanie dużej liczby kopii umożliwia technika cyfrowa używana powszechnie do celów archiwizacyjnych. Ta metoda pozwala na szerokie udostępnienie obrazów użytkownikom sieci, korzystającym z wirtualnych galerii i muzeów. Wieloletnie doświadczenie Muzeum Historii Fotografii w Krakowie w archiwizowaniu obiektów muzealnych metodą cyfrową, a także w udostępnianiu zbiorów zreprodukowanych tą techniką, czyni z instytucji niejako centrum kompetencji w zakresie cyfrowej dokumentacji. Obawy, że udostępnienie w sieci zobrazowanych eksponatów spowoduje masowe odejście z muzeów potencjalnych zwiedzających przed ekrany monitorów, wydają się fałszywe, podobnie jak nie sprawdziły się prognozy masowego zamykania kin wraz z pojawieniem się techniki wideo. Bezpośredni kontakt z oryginalnym dziełem jest trudny do zastąpienia, gdyż obraz widoczny na ekranie monitora jest w stanie przekazać oglądającemu zaledwie treść ikonograficzną obrazu, bez oddania specyfiki jego materii fotograficznej.

Szczególnym tego przykładem jest subtelny obraz dagerotypowy,
utrwalony na wypolerowanym lustrze srebrnej powierzchni. Właściwy dla dagerotypu efekt uwidacznia się jedynie przy bezpośrednim kontakcie
z oryginałem, gdy w zależności od kąta patrzenia pozytyw staje się negatywem
i na odwrót. Panuje powszechny pogląd, że jednostkowy obraz dagerotypowy nie nadaje się do kopiowania. Z pewnością lustrzany połysk posrebrzanej płyty nie ułatwia fotografowania oryginału, a jednak w 1843 roku Aleksander Simon Wolcott, wynalazca lustrzanego aparatu do dagerotypii, zastrzegł w Anglii patent opisujący aparat i urządzenie do kopiowania dagerotypów. Najlepszym dowodem na to, że wykonanie kopii dagerotypu jest możliwe, jest jego umieszczenie na stałej ekspozycji w Muzeum Historii Fotografii w Krakowie. Jest to kopia cennego dagerotypu, który znalazł się w zbiorach muzeum w 2001 roku. Dagerotypowy portret wykonany na płycie o standardowym wymiarze określanym jako ¼ płyty przedstawia polskiego kompozytora doby Chopina – Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego.

Józef Elsner, u którego obaj kompozytorzy studiowali w tym samym czasie kontrapunkt, określił talent pierwszego słowami „zdolność niepospolita”, drugiego zaś jednym słowem – „geniusz”. Dagerotyp przypisywany Karolowi Beyerowi przybył do Krakowa z Poznania i został zaoferowany muzeum przez spadkobierców kompozytora. Cenny oryginał nigdy dotąd nie eksponowany spoczywa bezpiecznie w magazynie muzealnym. Jego dagerotypowa kopia, wykonana w 2003 roku, została udostępniona zwiedzającym, a obraz oryginału znaleŁºć można w domenie publicznej na stronie internetowej muzeum.

Barwna fotografia dagerotypu przedstawiającego Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, wykonana w celach dokumentacyjnych, ujawniła ślady kolorowania dagerotypu, miedzy innymi niewidoczny gołym okiem kamień na sygnecie kompozytora zabarwiono turkusowo. Subtelnie położony kolor sugeruje, że suchy pigment został naniesiony jedną ze stosowanych ówcześnie metod. Napylony delikatnymi dotknięciami końcówki pędzla, dzięki adhezji przylgnął do powierzchni obrazu. Dagerotyp ten zachował się w zupełnie dobrym stanie, a jego lekko zamglona powierzchnia, niewolna od plamek
i przebarwień uzmysławia, że „sklonowanie” kopii w tej samej technice jest niemożliwe. Muzealna kopia liczy już 10 lat i szczęśliwie oparła się upływowi czasu. Jest dagerotypem doskonale wykonanym, wyrazistym i bez skaz. Punktem wyjścia było wykonanie fotografii aparatem cyfrowym, która następnie została oczyszczona i odpowiednio przygotowana w programie do obróbki graficznej. Z niej został wykonany czarno-biały negatyw, skopiowany ostatecznie na posrebrzonej i uczulonej płytce dagerotypowej. Gdyby ktoś zapytał czym odróżnia się on od oryginału, to powinien usłyszeć, że różnice są takie, jak między diamentem naturalnym a syntetycznym. Przyczyny nadające indywidualne piętno każdemu egzemplarzowi dagerotypu, kształtują jego obraz już na samym początku, a ich wpływ trwa nieprzerwanie. Podstawą obrazu jest srebrowe podłoże i nie ma znaczenia, czy jest to srebro naniesione metodą galwaniczną na blachę miedzianą, czy blacha srebrna zespolona z innym metalem metodą platerowania, czyli walcowania na gorąco. Wlewek, z którego kształtowano srebrną blachę mógł być zagazowany lub niejednorodny pod względem chemicznym, a nieszczelna powłoka galwaniczna była potencjalnym Łºródłem korozji. Dalszy proces mógł jedynie uwidocznić wady podłoża psującego obraz. Dagerotypia zawsze była wymagającym i kapryśnym procesem. Niejednokrotnie zwykły przypadek nadawał indywidualne cechy egzemplarzowi, zanim został on zabezpieczony w szczelnej oprawie.
Powstający obraz był narażony na wiele niebezpieczeństw, jak choćby unoszące się w powietrzu pyłki, gotowe osiąść i odcisnąć chemiczne piętno na powierzchni obrazu. Nawet niewidoczne początkowo ślady miały wpływ na światłoczułą warstwę w trakcie jej tworzenia i mogły ulec jedynie intensyfikacji w kolejnych etapach procesu. Maleńkie kuleczki rtęci skoncentrowane na ściankach czy pokrywie skrzynki do wywoływania, obecne także
w zanieczyszczonym utrwalaczu, mogły zemścić się w postaci białych plamek pstrzących powierzchnię obrazu. Ostatni z chemicznych etapów procesu dagerotypii był niejako próbą ogniową, także w sensie dosłownym, gdy powierzchnia płyty dagerotypowej z gotowym już obrazem była polewana roztworem chlorku złota, a następnie podgrzewana palnikiem spirytusowym. Następowało wrzenie parującego roztworu i właśnie wtedy mogły ujawnić się drobne plamki, szersze obszary przebarwień, a nawet dochodziło do odprysków materii obrazowej.

W przeciwieństwie do wizerunku Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego mniej szczęścia miały dagerotypy przedstawiające Fryderyka Chopina.
Najlepiej wykonana podobizna kompozytora, której autorem był Louis-Auguste Bisson znana jest tylko dzięki żelatynowo-srebrowej kopii zrobionej przez Benedykta Jerzego Dorysa przed rokiem 1939. Niestety oryginał zakupiony przez Rzeczpospolitą dla Biblioteki Narodowej w Warszawie zaginął w czasie zawieruchy wojennej.

Jeszcze bardziej powikłane są losy rysunku przedstawiającego profil Chopina wykonanego ołówkiem przez George Sand latem 1844 roku w Nohant. Dagerotypowa kopia tego portretu sporządzona dwa lata póŁºniej, wzbogaciła zbiory Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie jako dar Marceliny Czartoryskiej z 1881 roku. Niestety do naszych czasów zachowała się jedynie posrebrzana blacha, a obraz całkowicie zaniknął, prawdopodobnie na wskutek działania krakowskiego powietrza. Wizerunek ocalał jedynie dzięki temu, że przed rokiem 1889 kopię dagerotypu wykonał Ignacy Krieger. Szklany negatyw jego autorstwa jest obecnie przechowywany w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa. Niestety także i oryginalny rysunek nie przetrwał ostatniej wojny.

Opisane przykłady wyraŁºnie wskazują, jaką wagę dla dziedzictwa narodowego może mieć fotografia oryginału, kiedy to zachowana kopia staje się cenniejsza niż złoto.
 


do góry
© Copyright MHF w Krakowie, 2017
© Copyright MHF w Krakowie, 2017
Design: teren prywatny
Design: teren prywatny
Dofinansowano ze środków
Programu Wieloletniego Kultura+