en | pl
O MUZEUM WYSTAWY WYDARZENIA BADANIA/PROJEKTY EDUKACJA WYDAWNICTWA PRASA ZBIORY ONLINE

MUZEUM HISTORII FOTOGRAFII
X
X


EDUKACJA / teksty
Zmarł Jerzy Lewczyński
... nie zapomnimy wspólnie spędzonego czasu i fotografii

„Otwieram i zamykam oczy”. O fotografii Jerzego Lewczyńskiego.
Marek Janczyk



Każdemu z nas zdarza się czasem stanąć wobec fotograficznego obrazu w szczególnym stopniu nasyconego znaczeniami i treścią, czasem niełatwą do jednoznacznego określenia. Cóż można uczynić w takiej sytuacji? Goszczący kilka lat temu w Krakowie znany krytyk John Berger sugerował, by w takich przypadkach zawierzyć artyście, jego talentowi oraz wiedzy i podążyć za nim, kierując się własną wyobraŁºnią i intuicją. Powyższe uwagi odnoszą się do sposobu, w jaki interpretuję twórczość Jerzego Lewczyńskiego, który z niezwykłą determinacją, graniczącą nierzadko wręcz z obsesją, odwołuje się w swoich fotograficznych działaniach do wrażliwości i pamięci własnej oraz do pamięci odbiorców, pozostając nieustannie pochylonym nad tajemnicą ludzkiego bytu. W wędrówce przez niezmierzoną przestrzeń egzystencji człowieczej gromadzi Lewczyński fragmenty rzeczywistości, okruchy wspomnień, strzępy wzruszeń, zamykając je w swoich fotografiach niczym w drogocennych relikwiarzach. Dzięki temu powstaje twórczość jednocześnie czytelna i wieloznaczna, czerpiąca z anegdoty i odwołująca się do uniwersaliów, pełna metafor i zagadek, opowiadająca o ludzkim życiu bez zbędnych upiększeń i sentymentalizmu. Owa umiejętność uzyskiwania syntezy jest zresztą jedną z charakterystycznych cech artysty, zarazem lakonicznego i elokwentnego w swoim sposobie narracji, który posługując się oszczędną, czarno-białą fotografią wywołuje wciąż na nowo w umyśle zdumionego odbiorcy lawinę skojarzeń i odniesień. Staranność, z jaką Lewczyński formułuje język osobistej, fotograficznej opowieści zdaje się wyrażać pogląd, iż rolą artysty nie jest oczekiwanie na łut szczęścia czy fotograficzny przypadek, lecz nadawanie obrazom rzeczywistości własnych znaczeń. Czyż nie jest zdumiewającą łatwość, z jaką Lewczyński tworzy własny komentarz do nieodgadnionej tajemnicy historii ludzkiego życia, kończąca się największą z zagadek: śmiercią? Już w słynnej pracy „Drzwi” (1971) odnajdujemy artystyczną sugestię, iż wobec nieodgadnionego nie jesteśmy całkowicie bezradni. Pewna część owego nierozpoznanego obszaru może stać się dla nas dostępna, możliwa do rozszyfrowania. Jaka? To właśnie zależy od nas samych, zdaje się przekonywać artysta.

W sposób radykalny podjął Lewczyński problem możliwości dotarcia do sensu ludzkiej egzystencji w pracy zainspirowanej strukturalizmem Levi-Straussa, zatytułowanej „Otwieram i zamykam oczy” (1986). To zestaw dziesięciu fotografii portretowych, zróżnicowanych walorowo i ułożonych parami w sekwencyjnym, podwójnym układzie. Można by sądzić na pierwszy rzut oka, że to portrety jakich wiele: dwa formalne ujęcia starej kobiety wypatrzonej czujnym okiem artysty podczas codziennych zajęć w ogrodzie i sfotografowanej dwukrotnie z gałązką lilii w dłoni. Pierwsze wrażenie, jakie nasuwa się na widok pracy, to odczucie siły i napięcia płynące nie tylko z niezwykłej ilości znaczeń w niej zawartych. I może bardziej jeszcze fascynująca jest jej niezwykła, zwarta, prosta i jednocześnie złożona kompozycja. Jak to dzieje się często u Lewczyńskiego, fotograficzny obraz zawierający ułamki czasu i rzeczywistości, odnosi się jednocześnie do historii. Także historii fotografii. Nieprzypadkowo, anonimowość portretu oraz manipulacja modelem przywodzą na myśl słynne podobnie nasycone szczegółami portrety Paula Stranda. Omawiana praca w zbliżony sposób, może tylko bardziej jeszcze intensywny, nasycona jest aurą melancholii czy nostalgii i nie powinna nas zwieść pogodna twarz modelki. Jej chłopski strój, konwencjonalna poza, otoczenie – wszystko to razem ma przekonać nas o tym co najważniejsze, odwołując się w dyskretny, a jednak czytelny sposób do tożsamości kulturowej portretowanej i jej zakorzenienia w tradycji. Stąd zapewne bierze się jej godność w pogodzeniu się z upływem czasu. Język dzieła utworzony jest więc przez bogactwo wizualnych i intelektualnych skojarzeń, które odnieść można do poszczególnych elementów obrazu. Ot, choćby niejednoznaczne pojawienie się klasycznego w sztuce motywu lilii. Można zapytać, czy tutaj tak jak zwykle kwiat jest symbolem cnoty i niewinności, zachowanej przez całe życie niezależnie od jego kolei, czy też – przewrotnie - towarzyszy modelce jako świadectwo ciągłej tęsknoty za uczuciem?
Wydaje się w pierwszej chwili, że Lewczyński wprowadza widza w labirynt trudnych do rozwikłania znaczeń zawartych w fotograficznym obrazie. Częścią koncepcji sztuki artysty jest przecież jednak, skierowana do widzów prośba o refleksję i zastanowienie. Jeśli podejmiemy to wezwanie, okaże się iż omawiana praca ma uniwersalny wymiar, dotycząc historii ludzkiego życia opowiedzianej w sposób, który zgodnie z intencją artysty może okazać się przystępny i niemal powszechnie zrozumiały. Aby jak najpełniej dostrzec znaczenie artystycznego przekazu, musimy w tym miejscu powrócić do rozpatrzenia struktury pracy. Zgodnie z zasadami budowy układów sekwencyjnych, fotografie ułożone są w niej według precyzyjnego porządku, w którym bez trudu odnajdziemy początek, kulminację napięcia i zakończenie opowieści. Jeżeli przyjmiemy, że Lewczyński użył fotograficznego wizerunku dla zbudowania metaforycznej opowieści o ludzkim życiu, musimy się zgodzić z tym że taka formuła pracy jest szczególnie adekwatna i odpowiednia dla realizacji artystycznego zamierzenia. W omawianym przypadku historia rozpoczyna się białym prostokątem w lewym, dolnym narożniku kompozycji. Czyż nie mówi się czasem, że życie u swego początku jest jak biała kartka, na której stopniowo pojawiają się kontury realności, a póŁºniej nasycenie szczegółami, tym głębsze im bardziej angażujemy naszą wrażliwość? Proces ów rozpoczęty w chwili narodzin trwa z niejednakową intensywnością w każdej chwili naszego życia. W fotograficznych kadrach Lewczyńskiego, tak jak w życiu, ciągle i bez przerwy błahe, ważne i najważniejsze sprawy i emocje wpływają na naszą wrażliwość i pojmowanie świata, sprawiając, że raz po raz szeroko otwieramy oczy. Czyż nie o tym myślimy spoglądając w oczy sportretowanej kobiety? Oczy, które jak wiemy są zwierciadłem ludzkiej duszy, której blask i cień uchwycił Lewczyński z właściwą sobie determinacją, by zawrzeć w fotograficznym obrazie to co niewidzialne.
Druga część kompozycji utworzona jest przez zestaw obrazów, stopniowo pogrążających się w coraz głębszej czerni, przedstawiający ponownie starą kobietę, tym razem jednak z zamkniętymi oczami. Portret, zwłaszcza fotograficzny, powszechnie kojarzony jest zazwyczaj z zachowywaniem lub przekazywaniem pamięci. Tutaj został użyty w wyjątkowym kontekście, by wyrazić autorską refleksję odnoszącą się zarówno do złożoności ludzkiej egzystencji jak i ograniczeń tkwiących w naturze fotograficznego medium. W twórczości Lewczyńskiego umiłowanie fotografii łączy się bowiem nieodmiennie ze sceptycyzmem wobec jej możliwości, a fascynacji rzeczywistością towarzyszy gorzka refleksja o niemożności jej pełnego poznania. Jak bowiem poznać i zapamiętać każdą z owych chwil wypełnionych przez wzruszenia, radości i rozczarowania, wszystkie sprawy dobre i złe, składające się na historię życia każdego z nas? W każdym fragmencie omawianej pracy odnaleŁºć można cząstkę osobistego wzruszenia i wezwanie do zapamiętywania przeszłości i odgadywania przyszłości. Kim byliśmy i kim będziemy? Zadawanie tak prostych pytań przychodzi nam z coraz większym trudem. I trudno się dziwić - wszystko dookoła zdaje się niweczyć naszą zdolność do refleksji i zastanowienia. A jednak, na przekór współczesności musimy myśleć o sobie samych i innych ludziach!
W pracy „Otwieram i zamykam oczy” ze szczególną siłą dochodzi do głosu strategia Lewczyńskiego, z niezwykłą, wykraczającą poza granice artystycznego języka pasją nadającego uniwersalny sens sytuacjom na pozór bez znaczenia, przypadkowym spotkaniom, by dzięki temu wciąż na nowo poprzez fotografię zbliżać się do poznania sensu istnienia. Trzeba przeżywać i zapamiętywać każdą chwilę, zanim opadną nam powieki, pamiętając o tym co nieuchronne: iż w końcu zamkniemy je na zawsze. W ten sposób, w jednej tylko pracy rozważania o ludzkim życiu i śmierci splatają się z przeświadczeniem, iż bez pełnego zaangażowania wrażliwości także fotograficzne możliwości poznania osiągają prędzej czy póŁºniej swój kres. Zapisane na światłoczułym materiale postaci, jak senne mary wyłaniają się przed naszymi oczami z mroków niepamięci tylko na chwilę, by zaraz potem rozpłynąć się w przeszłości. Czyż właśnie to doświadczenie nie jest zawarte w zamykającym kompozycję prostokącie czerni, nasuwającym skojarzenia z czarną tablicą, z której czas i zapomnienie starły nie tylko wizerunek, ale nawet najdrobniejszy jego szczegół?
Pamiętać musimy, iż bogactwo znaczeń zawartych w fotograficznych kadrach składających się na pracę „Otwieram i zamykam oczy” wynika z wrażliwości i doświadczenia Jerzego Lewczyńskiego. Niezwykłego człowieka i wyjątkowego artysty.

tekst opublikowany w:

Jerzy Lewczyński „Archeologia fotografii.
Prace z lat 1941-2005 ”; Wydawnictwo KROPKA, Września 2005
 


do góry
© Copyright MHF w Krakowie, 2017
© Copyright MHF w Krakowie, 2017
Design: teren prywatny
Design: teren prywatny
Dofinansowano ze środków
Programu Wieloletniego Kultura+